Diabeł tkwi w szczegółach - malujemy zaciski hamulcowe!

Dzień dobry!


Przybywam do Was dziś z pierwszą recenzją i swego rodzaju tutorialem.

Przez ostatnie kilka dni pogoda nas wręcz rozpieszcza, a że koronalia trwają w najlepsze, jest to idealny moment na garażowanie. Mam nadzieję, że dbacie o siebie i stronicie od ludzi. A skoro auto może na tym skorzystać, to dlaczego nie?

Przygotowałam dla Was fajną propozycję drobnego tuningu optycznego, w sam raz na jeden, słoneczny dzień, jakim jest malowanie zacisków hamulcowych bez demontażu. Przy okazji napiszę co myślę o samym produkcie, jakim jest K2 Pro - Brake Caliper Paint. 


Zaczynamy oczywiście od podniesienia auta. Ja przy okazji postanowiłam zmienić koła na letnie, więc przygotowałam je sobie zanim wzięłam się za malowanie. Podniosłam Golfinkę na dwóch lewarkach (nie ufam nawet sobie, dlaczego miałabym ufać jednemu lewarkowi?), podłożyłam pod nią koło i przyszykowałam sobie miejsce. Znaczy się po prostu położyłam na ziemi karton, żeby nie siedzieć ulubionymi dresami na piachu😆


Kolejnym krokiem jest przygotowanie samego zacisku do malowania. Ja posłużyłam się wkrętarką, na którą założyłam metalową szczoteczkę obrotową, i nią zeszlifowałam całą starą farbę i rdzę. Następnie zmatowiłam powierzchnię zacisku papierami ściernymi o gradacjach 100 i 120, a następnie odtłuściłam ją benzyną ekstrakcyjną. 

Bardzo ważną rzeczą, którą trzeba wykonać przed malowaniem, jest zasłonięcie części hamulca i piasty, których nie możemy potraktować farbą. Ja użyłam do tego taśmy malarskiej i szmatki, którą przykryłam całą tarczę i piastę. Malować możemy zewnętrzną część zacisku i jarzma, a w autach które takowe występują - także bębnów. Nie malujemy klocków, tłoczków, tarczy ani przewodów!!! Weźcie też pod uwagę to, że farby w sprayu rozpraszają się, nie zakładajcie więc że uda Wam się te elementy ominąć. Przykrywamy je lub oklejamy taśmą.

Gdy wszystko mamy już przyszykowane, możemy przejść do malowania. Farbą jakiej ja użyłam,  był lakier do zacisków i bębnów hamulcowych K2 Pro Brake Caliper Paint. Nie potrzebujemy pod nią żadnego podkładu. Nakładamy więc pierwszą, cienką warstwę lakieru i zostawiamy do przeschnięcia. Staramy się robić to krótkimi, szybkimi ruchami, żeby nie porobić zacieków. Kiedy pierwsza warstwa nie będzie już mokra, nakładamy kolejną. U mnie do całkowitego pokrycia zacisku kolorem wystarczyły 3 warstwy.

I gotowe! Po całkowitym wyschnięciu możemy zakładać koło. Nie uważacie, że jednolity, zadbany, wręcz świecący zacisk wygląda dużo bardziej estetycznie niż ten pordzewiały i stary?
Ja bardzo lubię ten efekt. Niby drobiazg, ale potrafi dodać charakteru całemu samochodowi. No i wiadomo - czerwone to szybsze, a w tym wypadku, jeśli chodzi o hamulce, to mocniejsze!

Przyjrzyjmy się jeszcze samej farbie. Uważam, że jest to bardzo dobry produkt. Jest bardzo wydajny (na 3 warstwy na wszystkich 4 zaciskach nie zużyłam nawet połowy opakowania!) i można go kupić nawet za 15 zł za puszkę! Jest kilka kolorów do wyboru, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz tego, pomalowania powierzchnia pięknie lśni, kolor nie prześwituje, a przy okazji chroni zacisk i jarzmo przed rdzą, solą, benzyną, pyłem z klocków, wodą, deszczem, chemią i koronawirusem. ;)

Podsumowując, malowanie zacisków w samochodzie poprawia jego walory estetyczne, przy okazji chroniąc tę część przed korozją i innymi uszkodzeniami czy zabrudzeniami. Sam zabieg jest prosty i przyjemny, jak już wcześniej wspominałam - w sam raz na jeden, słoneczny dzień.

Lubicie takie modyfikacje, czy uważacie to za zbędny wydatek i stratę czasu? Dajcie znać!

Do następnego, 
Kinga😈










Komentarze