Jak rozpętałam I wojnę... paskową?

Po raz drugi dzisiaj - Hej!


Przybywam do Was z drugim postem, który mam nadzieję, rozbawi Was co najmniej w podobnym stopniu, jak mnie rozbawiła kiedyś ta cała sytuacja. Biedna, nieświadoma niczego ja, rozpętałam prawdziwe piekło. I przy okazji dowiecie się, skąd między innymi wzięła się nazwa tego bloga.

Jak do tego doszło?

(Nie, nie śpiewamy hitu Zenka 😅)

Pewnej słonecznej soboty, jakoś w połowie grudnia, wracałam sobie grzecznie z pracy; jakieś 2 kilometry od domu postanowiłam - równie grzecznie! - wyprzedzić auto jadące przede mną. No i nagle łubudubu, wspomagania ni mo. Prosta diagnoza - pasek osprzętu postanowił zakończyć swój żywot. Jakimś dziwnym trafem, zawsze takie rzeczy dzieją się w weekend, gdy niczego już nie kupisz. Standard. Spojrzałam na zegarek - 13.40. Ostatni sklep motoryzacyjny w moim mieście otwarty w soboty, a jakże, do 14.00. W te pędy przesiadłam się do drugiego auta i pojechałam kupić pasek. Jest, udało się, wróciłam ze zdobyczą do domu. Za samą wymianę wzięłam się jednak dopiero dzień później. 

Jak na to, że był 11 grudnia, pogoda zachwycała, było słonecznie i względnie ciepło. Przygotowałam sobie wszystko, podniosłam Golficę, zdjęłam koło, przepędziłam wścibskich sąsiadów (to temat na osobny post...) i wzięłam się do roboty. 
Dotychczasowy pasek postanowił jednak popełnić efektowne w skutkach samobójstwo. Trochę to trwało zanim go ściągnęłam. Zresztą, możecie obok sami zobaczyć jak to wyglądało. 

No i wchodzi powoli historia prawdziwa. Spojrzałam na ten wyciągnięty pasek, i na ten nowy pasek, i coś mi nie grało. Stary miał rowki z dwóch stron, nowy z jednej był gładki. Już powoli czułam co się święci, ale mówię do siebie samej dobra, przecież jest jeszcze jakaś nadzieja, że będzie on pasował. Weszłam na wspaniałą grupę facebookową, na WyznaFców. Swoją drogą, jeśli jakiś fan Kickstera mnie czyta, to serdecznie pozdrawiam. 
       Wstawiłam tam bardzo proste pytanie, pisane zresztą na szybko, dołączyłam też dwa zdjęcia bezpośrednio "z roboty", które możecie zobaczyć teraz gdzieś obok. Zapytałam oczywiście o to, czy mogę ten jednostronnie rowkowany pasek wrzucić do tej swojej Golfiny, czy nie. Oj, jak bardzo pomyliłam się myśląc, że po prostu dostanę szybką odpowiedź "tak" lub "nie", być może podpartą merytoryczną wiedzą któregoś z WyznaFców... Cholera, nie wiedziałam jeszcze jak wielką wojnę rozpętam w komentarzach. 
     Przyczyną tej całej afery były moje, przyznam, dość długie paznokcie. Nie wiedziałam jednak, jak bardzo mogą się one rzucać komuś w oczy. Tym sposobem uformowały się trzy obozy wśród grupowiczów: pierwszy, team "zostań moją żoną", jednocześnie chwalący i dziwiący się moimi pazurami; drugi, pełen nienawiści team "kobiety do garów, co ty robisz w garażu babo"; oraz team trzeci, wyśmiewający dwa pozostałe. Od razu mówię, nie odpowiadam za niecenzuralne słowa wśród tych górnolotnych rozmów.

I uwaga, wśród tej całej wojny dostałam JEDNĄ, naprawdę, 
J E D N Ą odpowiedź na moje pytanie. I nie, oczywiście nie mogłam założyć tego nowego paska, więc do sprawy byłam zmuszona wrócić dopiero w poniedziałek.

Staram się nawet teraz, na chłodno, zrozumieć całą tę sytuację, jednak nie potrafię. Wydaje mi się ona tak absurdalna, że mimowolnie na mojej twarzy pojawia się uśmiech, bo po prostu czasem nie wiem czy mnie to bawi, czy już żenuje. Być może widok długich paznokci w takich okolicznościach może dziwić, ale czy aż do takiego stopnia? Poza tym mam nadzieję, że z czasem widok baby w garażu czy warsztacie już całkiem przestanie szokować. Teraz zostaje nam się już tylko śmiać, no i przyzwyczajać świat do kobiet bawiących się w mechaników😄

Swoją drogą, życzę Wam dużo uśmiechu i zdrowia, bo teraz to najbardziej się przyda. Trzymajcie się w tej pandemii! 

Do następnego,
Kinga😈











Komentarze

  1. Cóż za niesamowita historia 🤣, potrafiąca umilić ponury koronatime😎

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadziejje ze zapamoetam adres strony bo kozak jest

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz